środa, 17 lipca 2013

1. When everything changes




Hermiona obudziła się, zaspanymi oczami ogarniając pokój. Zdziwił ją widok Luny śpiącej na… parapecie. Susem doskoczyła do przyjaciółki i śmiejąc, zaczęła szturchać ją w ramię.
- Luna, wstawaj! Co ty… spałaś na parapecie? – powiedziała Miona, nie mogąc powstrzymać śmiechu.
- Co? Ja… na Merlina! Nie mogłam spać i… tak jakoś wyszło. Ważne, że w ogóle zasnęłam.
- Lepiej szybko ogarnijmy się i zejdźmy na dół, bo pani Weasley zaraz tu wpadnie i zacznie krzyczeć, że jeszcze nie zeszłyśmy na śniadanie. – stwierdziła Hermiona i udała się do łazienki.
Dziewczyny zeszły na śniadanie. Ron i Harry jedli już grzanki.
- I co, Mionka? Ostatni dzień wakacji… Jutro już wrócisz do swoich ukochanych książek i pani Pince. – roześmiał się Harry, całując dziewczynę na powitanie.
- Taaa. – westchnął Ron, najwidoczniej przybity wizją nadchodzącej nauki. – Ale dzisiaj mamy ostatni dzień nudy, pewnie nic ciekawego się nie wydarzy.
- A może pójdziemy nad rzekę? Zapowiada się piękna pogoda, zobaczcie. – powiedziała Luna.
Reszta z chęcią przystała na tę propozycję. Postanowili, że po obiedzie (bo oczywiście pani Weasley nie puściłaby ich z pustymi żołądkami) wyruszą nad rzekę i tam spędzą resztę dnia.
Planowanie i sielankę ostatniego wolnego poranka zakłóciła jednak Molly, wpadając zdyszana do kuchni.
- Harry, kochaneczku, nie wiem, co się tu dzieje, ale na podwórzu stoi Draco Malfoy i bardzo grzecznie prosił, żebyś do niego przyszedł.
Hermiona na te słowa zakrztusiła się tostem, Luna upuściła łyżeczkę na podłogę, a Harry dopadł do okna i niedowierzając, wypatrywał sylwetki Malfoya. Owszem, stał na skraju podwórza. Zdziwiła go jednak jego postawa. Nie stał dumnie wyprostowany, jak to zwykle bywało. Wbił wzrok w ziemię i nerwowo przestępiwał z miejsca na miejsce.
- Czego ten łajdak tutaj chce?! I to pod moim domem?! Ja to załatwię! – krzyknął Ron, ściskając w ręku różdżkę.
- Nie, Ron. Harry się tym zajmie, prawda? – szybko zareagowała Hermiona.
- Oczywiście. – powiedział Harry i zniknął za drzwiami.
Draco zobaczył Pottera i poziom jego stresu wzrósł jeszcze bardziej. Tyle lat udawania pieprzonego arystokraty… Tak, udawania. Miał tego wszystkiego teraz szczerze dosyć. Już dawno rozmyślał o tym, że to idiotyczne kłócić się z Potterem i resztą, bo w sumie… przecież nigdy nie było o co. Draco przeszedł wewnętrzną przemianę. Postanowił postawić się ojcu i jego zasadom. Na szczęście miał przy sobie matkę, która była inna niż Lucjusz i starała się jak mogła, by wspierać swego jedynego syna.
- Malfoy. – z otępienia wyrwał go głos Harry’ego. - Czego tu chcesz?
- Cześć, Harry. – o, Merlinie, jak on idiotycznie musi teraz brzmieć. Nigdy nie zwrócił się do bliznowatego po imieniu. Chyba nie będzie tak łatwo. – Przyszedłem, żeby się z wami pogodzić. – wyrzucił szybko z siebie to zdanie, nerwowo spoglądając w oczy Pottera i czekając na reakcję.
- Że… co? Ty… pogodzić? Eee… - Harry był w totalnym szoku.
Tutaj Draco zamieścił swoją mowę. Wyszło totalnie inaczej, niż sobie planował, ale przynajmniej było bardzo szczere.
- Więc… próbujesz mi powiedzieć, że jest po wojnie, ty się zmieniłeś i nagle do nas nic nie masz? – wydusił z siebie Harry. Nadal było widać na jego twarzy wielkie zdziwienie.
- Coś w tym rodzaju. Czy mógłbyś pójść po resztę? Nie oczekuję, że nagle wszyscy wielce się zaprzyjaźnimy, ale byłoby miło, gdybyśmy nie zabijali się wzrokiem na korytarzach Hogwartu. – uśmiechnął się Draco.
Harry szybko wrócił do Nory. – Chodźcie ze mną. Malfoy… On do nas nic nie ma. Przyszedł się pogodzić. Twierdzi, że po wojnie się zmienił, przemyślał wszystko i pracował nad sobą. Ja chyba też już nie mam siły drzeć z nim kotów. Nie wiem, co wy z tym zrobicie, ale ja mogę go tolerować. Przecież właściwie te nasze waśnie były bezsensowne. – powiedział na wdechu Harry. – to co, idziecie?
Pierwsza wstała Luna. Z anielskim uśmiechem, uniosła brwi do góry i spojrzała na Mionę i Rona. – Chodźcie, może być ciekawie. Każdy zasługuje na przebaczenie, bez względu na to, jaki kiedyś był.
Hermiona łapiąc rudowłosego przyjaciela za ramię, wstała i wypchnęła go na dwór, wychodząc za nim. Szybko podeszli do Draco.
Ron niemal od razu zaczął krzyczeć. – Co ty sobie myślisz, tleniona fretko? Że przyjdziesz sobie do Nory, walniesz śpiewkę o tym, jaki to teraz jesteś dobry i będziemy przyjaciółmi?! Po moim trupie! – kończąc mówić, Ron splunął na ziemię i najzwyczajniej w świecie się aportował.
- Wróci. – zaśmiała się Hermiona. Chciała rozładować atmosferę, ale jej śmiech był nerwowy. Przed nią stał człowiek, który wyzywał ją od szlam, kujonów, a ona sama przywaliła mu na trzecim roku. Nie wiedziała, jak ma się zachować i czy może mu zaufać.
- Cześć, Granger. – powiedział Draco.
- Hej… - mruknęła Miona.
- To jak, wierzysz mi? Obiecuję, że nie będę już nigdy cię wyzywał. Przepraszam za tą szlamę na drugim roku. – słowo „szlama” ledwie przeszło mu przez gardło – uważał je po prostu za idiotyczne. Czarodziej to czarodziej, proste. Nieważne, z jakiej rodziny pochodzi. Już od dawna tak uważał. Dopiero po chwili zorientował się, że wypowiada swoje myśli na głos.
- No cóż, skoro tak… Zgoda. – Granger wyciągnęła rękę i wymienili krótki uścisk.
I wtedy zobaczył ją. Tak bardzo zmieniła się po wojnie. Nie widział jej parę miesięcy. Jasne włosy trochę ściemniały, zostały też skrócone do łopatek, co nadawało im ładny kształt. Miała na sobie szorty w kwiaty i białą koszulkę. I miała na sobie… buty. Białe trampki. Cóż, to było dziwne. Ona przecież bardzo rzadko miała na sobie obuwie. Ciągle ktoś chował jej conversy… Wiedział, że to jest Lovegood. Pomyluna Lovegood. Jednakże nie dostrzegał już w jej oczach tej odrobiny szaleństwa, co zawsze. Najwidoczniej wojna zmieniła wszystkich. No, może oprócz Rona. Spojrzał w oczy blondwłosej. Miała na sobie lekki makijaż. Nigdy przedtem nie widział jej umalowanej. Tusz podkreślił błękit jej tęczówek, podkład lekko przyciemnił skórę Krukonki, a policzki były zaznaczone różem. Wyglądała bardzo… ładnie. Draco poczuł ucisk w żołądku.
- Cześć, Draco. Mam nadzieję, że wszystko od tej pory będzie dobrze. – Luna podeszła do niego z uśmiechem na twarzy i podała mu swą rękę.
Żadnego wahania. Nie oczekiwała też na żadne wyjaśnienia. Po prostu podeszła. Widać było, że nie ma do niego żadnego żalu. Cała Lovegood… Tak naiwna, wrażliwa. Czyniło ją to jednak wspaniałą dziewczyną.
Młodego Malfoy’a lekko zatkało, więc po prostu podał jej rękę, a na jego twarz wpełznął uśmiech.
Luna nigdy nie uważała Dracona za złego. Sądziła jedynie, że chłopak pogubił się w tym, co dobre, a złe. Wiedziała, że kiedyś odnajdzie właściwą drogę. Ta chwila właśnie nastąpiła. Blondwłosa była istotą, która z całego serca wierzyła w ludzi. Oczywiście, zdarzały się wyjątki, którym nie potrafiła wybaczyć – bezlitośni śmierciożercy, którzy zabili jej ojca, Voldemort – jednakże starała się o nich nie myśleć. Nie zatruwała swego serca nienawiścią.
Draco wyrósł przez wakacje. Włosy miał niesforne, najwidoczniej nie stosował już specyfików, aby je poskromić. Dodawało mu to jednak uroku. Jego blada skóra nabrała ciepłego odcienia – w końcu wakacje były upalne. W oczach dostrzegała jeszcze resztki zimna, ale biły do niej szczerością. Nie miał już na sobie czarnych ubrań, z którymi kiedyś się nie rozstawał. Luna dostrzegła japonki, jeansowe szorty i szary t-shirt. Przyszedł z wizytą, ale chciał pokazać, że jest normalny. Nie przypisałaby mu teraz miana arystokraty. Za nic w świecie.
Draco nerwowo spojrzał na zegarek. – Cholera. – pomyślał. Ojciec zaraz wraca z treningu quidditcha. Jeśli nie chciał go denerwować z samego rana, powinien już wrócić do Malfoy Manor.
- Będę musiał już uciekać. Dziękuję wam wszystkim. Naprawdę, dzięki. – uśmiechnął się do Hermiony, Harry’ego i Luny, dłużej zatrzymując wzrok na tej ostatniej.
- Nie przejmuj się Ronem. Może jakoś uda nam się go udobruchać, ale łatwe to to nie będzie. – powiedziała Granger.
- Nie ma sprawy. Nie oczekuję cudów, ale naprawdę, możecie mu przekazać, że nie chcę się z nim kłócić przez ostatni rok nauki w szkole. No to lecę. Do zobaczenia w Hogwart Express.
I już go nie było.
Przyjaciele stali, wpatrując się w miejsce, gdzie przed chwilą stał Draco i odetchnęli z ulgą.
Co to będzie za rok, skoro tak dziwnie się zaczyna?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz